wtorek, 22 listopada 2011

Ból gardła

Jesień... Jest z nami już od pewnego czasu. Szczególna pora roku jeśli chodzi o pracę w poradni. Szczególnie pracowita pora roku. Katar, kaszel, ból gardła to najpopularniejsze objawy każdej jesienie. Nie inaczej jest w tym roku. Większość pacjentów pojawiających się w poradni zjawia się tam zupełnie niepotrzebnie. Dlaczego niepotrzebnie? Już tłumaczę.

Katar, kaszel i ból gardła to trzy najczęściej występujące objawy chorobowe o tej porze roku infekcji wirusowych, z których większość mija samoistnie wymagając jedynie postępowania objawowego. Przeważnie wymienione objawy ustępują w ciągu kilku (7-10) dni. Nie wymagają stosowania wymyślnych metod terapeutycznych. Najlepsze i zazwyczaj najskuteczniejsze jest leczenie domowe.

Czasami ale tylko czasami konieczna jest wizyta u lekarza. Kiedy potrzeba spotkać się oko w oko z lekarzem? Kiedy - po pierwsze objawom towarzyszy wysoka temperatura ciała nie reagująca na prawidłowo podane leki przeciw gorączkowe (podane w dawkach odpowiednich dla wieku lub lepiej masy ciała małego pacjenta). Z doświadczenia wynika, że najgorzej leczy lek nie podany. Po drugie - objawy nasilają się mimo stosowanego leczenia. W tym przypadku chodzi głownie o kaszel i jego rodzaj. Męczący, mokry kaszel z towarzyszącą dusznością (trudność w nabraniu powietrza, krótki oddech, urywana mowa) zawsze jest wskazaniem do konsultacji z lekarzem. A jeśli nic takiego się nie dzieje to gorąca herbata z miodem i cytryną, zapas chusteczek higienicznych lub dla mniejszych dzieci odciągacz i odpoczynek. Tyle. Jak mówi przysłowie katar leczony trwa tydzień - nie leczony 7 dni. W większości przypadków to się sprawdza.

Dlaczego nie chodzić do lekarza o tej porze roku z byle infekcją? Bo:
1. Można "złapać" coś poważniejszego np. ospę wietrzną, infekcję jelitową, grypę.
2. Bo można się "przeziębić" w drodze.
3. Bo w końcu można (pod warunkiem, że jest lód lub śnieg) złamać którąś z kończyn dolnych bądź górnych.

Lepiej zostać w domu. Herbata koniecznie gorąca i dużo chusteczek...

czwartek, 17 listopada 2011

Student

Praca z małym pacjentem to nie tylko praca na oddziale. To także praca z tymi, którzy być może w przyszłości zajmą się małym pacjentem. To praca ze studentami. Przyszłymi adeptami Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak wygląda student (dawniej żak) każdy chyba wie. Przeważnie zaspany rano bo wieczorem dnia poprzedniego była akurat jakaś impreza. Przeważnie nie wie co się dookoła niego dzieje ... bo wieczorem była jakaś impreza. Przeważnie nie przygotowany do zajęć ... bo wieczorem była jakaś impreza. Na prelekcji śpi lub prawie zasypia, na ćwiczeniach z lubością podpiera chłodną ścianę głową.

Student wszak ma liczne zalety. Potrafi zjeść byle co i byle gdzie. Wypić wszystko co zawiera nawet niewielką ilość alkoholu etylowego i na dodatek potrafi nauczyć się wielu nieprzydatnych rzeczy tylko po to aby zaliczyć kolokwium, egzamin czy w końcu sesję. I to wszystko w celu osiągnięcia świetlanej przyszłości.

Studia mają swoje prawa. Prawa pisane i zwyczajowe. Wszyscy to wiedzą i się do tego stosują. Wszakże kiedyż wszyscy byliśmy studentami. Byliśmy niedospani, wiecznie zmęczeni, niezainteresowani i zawsze spóźnieni. Ale szczęśliwi. Szczęśliwi bo nie wiedzieliśmy co nas po tym wszystkim czeka.

niedziela, 13 listopada 2011

Dwulatek czyli niekończące się pomysły

Niesamowitą rzeczą jest ile dwulatek ma do przekazania dorosłemu, mamie lub tacie. Chociaż nie za wiele potrafi powiedzieć z całych sił stara się być zrozumianym. Czasami te wysiłki dla nas dorosłych stają się bardzo zabawne.

Inną sprawą jest to jak rozwija się u niego zdolność "kombinowania", wymyślania coraz to nowych, szalonych a czasami wręcz niebezpiecznych zabaw. Jako choćby dłubanie w zabezpieczonym przed ów dwulatkiem gniazdku przy pomocy widelca. Dłubanie w wiadomym celu.

Albo próba włączenia światła kiedy włącznik znajduje się wysoko, powiedzmy na 130 cm. Pudełko od zabawek, hop pod ścianę, dwulatek na pudełko, na palce i już ... mamy sukces w postaci zaświecenia wszystkich dostępnych w domu świateł. Jasno jak meczu ligowym ale to nie ważne. Ważny uśmiech i radość dwulatka z osiągniętego własnoręcznie sukcesu. I najważniejsze, że sam do wszystkiego doszedł. Bez pomocy mamy, taty czy siostry. Po prostu sam. Pytanie tylko co wymyśli jutro...

czwartek, 10 listopada 2011

Odzyskać pokój

Dzisiaj 10 listopada roku pańskiego 2011 o godzinie 14 zostałem specjalistą chorób dzieci albo pediatrą. Jeszcze nie wiem jaki tytuł mi będzie się należał ale jakoś tak to będzie brzmiało.

Po prawie 26 latach nauki w końcu jestem kimś - lekarzem ze specjalizacją. I jak to kiedyś powiedziała moja koleżanka z pracy na natarczywe stwierdzenie pani z kadr, że ona musie: "[...] Ja już nic nie muszę, mogę [...]" . I dokładnie tak samo mogę ja powiedzieć.

Nie wiem czy to coś zmieni w moim dotychczasowym życiu. Na pewno będzie w niektórych miejscach łatwiej, w niektórych trudniej. Cieszę się z tego bardzo bo było to moje marzenie, któremu poświęciłem ostatnie 4 miesiące życia. Ciężkie 4 miesiące.

A najbardziej to chyba się cieszy młoda. Jutro znowu odzyska pokój. I w końcu będzie mogła usiąść przy swoim biurku. Strasznie się cieszę.

poniedziałek, 7 listopada 2011

3 dni

Jeszcze tylko 3 dni i będzie po wszystkim. 3 dni ... 72 godziny ... 4320 minut ... 259200 sekund ... 324000 uderzeń serca ... Niewiele.